Pieniny
Spływ Dunajcem: jakiś taki smutniejszy

Na spływ można ruszać z dwóch miejsc po polskiej stronie i dwóch po konkurencyjnej, słowackiej. My ruszamy ze Sromowców Kątów, czyli na dłuższą trasę. Przed budową zapory spływ ruszał z Czorsztyna lub Niedzicy.
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na FacebookuPolub ten wpis na FacebookuPolub wpis na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Barbara Górecka
Pieniny. Spływ Dunajcem: jakiś taki smutniejszy
Cały ten spływ Dunajcem był wyjątkowo smutny. Dobrze że widoki niezapomniane.
Uwaga! Materiał został zamieszczony w naszym portalu już ponad rok temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Pierwszy raz płynęłam tratwami przełomem Dunajca cztery dekady temu. Oj, zostało to w pamięci. Postanowiłam powtórzyć imprezę? i też została w pamięci.

Kiedyś goście uroczyście wsiadali na tratwy, góralska kapela przygrywała i było bardzo wesoło. W trakcie całego spływu trwającego niemal trzy godziny, flisacy opowiadali jak nie o Pieninach to o wioskach obok których płynęliśmy. Opowiadali o każdej niemal skałce. Sypali jak z worka śmiesznymi anegdotami i śpiewali góralskie piosenki a turyści z nimi. Gębusia się flisakom nie zamykała.

Dziś jacyś tacy leniwi się zrobili?

Opowiedzieli o ?dziewuchach w koronie?, o orle w skale, o Janosiku i jego skoku?Pan zadawał wcale nie śmieszne pytania i robił z ludzi głupków, a nikt nie lubi być wyśmiewany, więc woleliśmy nie odpowiadać. Nie usłyszeliśmy żadnej piosenki, no może trzeba się było zrzucić po parę złotych, a my tacy niedomyślni byliśmy. Cały ten spływ Dunajcem był wyjątkowo smutny. Dobrze że widoki niezapomniane.

Ruszamy ze Sromowców

Na spływ można ruszać z dwóch miejsc po polskiej stronie i dwóch po konkurencyjnej, słowackiej. My ruszamy ze Sromowców Kątów, czyli na dłuższą trasę. Druga przystań jest w Sromowcach Niżnych, niedaleko wiszącego mostu. Przed budową zapory spływ ruszał z Czorsztyna lub Niedzicy.

Walka o złotówkę

Zajeżdżamy do Kątów. Tu jest dość ładny pawilon z wystawami edukacyjnymi i kioski z pamiątkami. Oczywiście karczma też. Grupa ma chwilę wolnego na toaletę, no bo przecież długi czas spędzi się na wodzie. Jak do tej chwili, panie ?toaletowe? okupowały krzesła przed obiektem, tak migiem wpadły ?broniąc? gratisowego przemytu do wnętrza. Nikt się nie prześlizgnął nie dając w rękę 2 zł, a bilet na spływ jest w cenie 50 zł. Kasy fiskalnej tam brak, więc niezły to biznes! I nie jest to jedyne takie miejsce w miejscowościach pienińskich, a Szczawnica przeszła już sama siebie w walce o klienta toaletowego… Ale o tym innym razem.

Po co komu kapok?

Wsiadamy na tratwy według ?listy? i nikt nie ma prawa zmienić miejsca na ławce. Gdzieś tam, z boku, cichym głosem ktoś pyta,  czy ktoś chce kapoki? nawet nie mógł chcieć bo by nie wyszedł z tratwy. Dobrze że był wyjątkowo niski poziom wody, ale wypadek i na takiej może być, a wtedy panika? Flisacy odepchnęli tratwy i ruszyliśmy, jak wcześniej wspomniałam, w ciszy i może strachu? Szczęśliwie dopłynęliśmy do Szczawnicy i tam oczywiście rozpoczęła się sprzedaż wykonanych nam wcześniej fotografii. Ładnie je robią i niezbyt drogo.

Czytaj dalej - strony: 1 2

Poczytaj więcej o okolicy:

Dodano: 8 października 2015; Aktualizacja 14 października 2015;
Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij