Lhasa
Pałac Potala – rezydencja dalajlamów

Zwiedzanie odbywa się w dosyć ostrym tempie. Przewodnicy poganiają, bo chętnych do zobaczenia pałacu Potala wewnątrz jest więcej, niż wynosi przepustowość udostępnionej trasy. Prowadzi ona przez budynki, sale, korytarze, schody, tarasy, place.
fot: Cezary Rudziński
Lhasa. Pałac Potala – rezydencja dalajlamów
Zwiedzanie jest szalenie ciekawe, chociaż męczące w tym tłumie, zaduchu, pośpiechu. Widzę setki wspaniałych typów ludzkich, scen, dzieł sztuki, obiektów sakralnych. Niestety, fotografowanie wewnątrz pałacowych pomieszczeń, w muzealnych obecnie salach, jest absolutnie wykluczone.
To już 10 lat! Materiał został zamieszczony w naszym portalu ponad dekadę temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Sprzedawcy i żebracy

Na każdym kroku spotykamy żebraków, przeważnie dzieci. Umorusane, w brudnych ubraniach, ale nie nachalne. Pokazując drobne banknoty trzymane w dłoniach, dają znaki, rzadziej rzucają niewyraźnie „money”, aby je wspomóc. W jednym miejscu mężczyzna wyciska, chyba z gliny, jakieś buddyjskie świątki w drewnianych formach i oferuje je pielgrzymom i turystom. To też odmiana żebractwa, ale bardziej honorowa. Pod jakąś skałą obok schodów siedzi mnich w średnim wieku z proszalnie wyciągniętą prawą dłonią i paroma banknotami leżącymi na ziemi przed nim. Obok niego o skałę oparty jest duży młynek modlitewny na długiej pałce.

Cały czas pod nadzorem

Ale czy to na pewno mnich? A może tylko przebrany za niego funkcjonariusz policji? Przecież pałac i jego okolica są dobrze monitorowane przez służby specjalne. Wewnątrz pałacu – muzeum też spotykamy strażników w mundurach, ale i dosyć sporo w strojach mnichów. Prawdziwych – kolaborantów, czy przebierańców? Coś robią przy obiektach kultu, pilnują aby od świeczek nie powstał pożar. Ale przecież pieniądze z dużych puszek na datki ustawionych obok relikwii i ołtarzy raczej na pewno nie pójdą na potrzeby klasztoru.

Zwiedzanie wśród tłumów

Zwiedzanie jest szalenie ciekawe, chociaż męczące w tym tłumie, zaduchu, pośpiechu. Widzę setki wspaniałych typów ludzkich, scen, dzieł sztuki, obiektów sakralnych. Niestety, fotografowanie wewnątrz pałacowych pomieszczeń, w muzealnych obecnie salach, jest absolutnie wykluczone. Na platformach, placykach, dachach – owszem. Z wielkiego dachu pałacu Potala roztacza się wspaniała panorama. Tuż przed nim jest duży plac z gładką nawierzchnią zbudowany na miejscu ruder i bagnistego terenu. Dalej przewija się wstęga rzeki. Na lewo od placu widzę kawałek nowej części miasta przy i w okolicach głównej jego arterii, Beijing Rd. – Aleji Pekińskiej. Dalej zaś stare miasto z górującym nad nim klasztorem i świątynią Jokhang. I okoliczne góry, a dalej himalajskie szczyty.

Niestety, trzeba wracać…

Tym razem słynnymi, widocznymi z daleka wielkimi i szerokimi kamiennymi schodami. Z bocznych uliczek i przejść pałacu wylewają się grupki tybetańskich pielgrzymów. Sądząc z ich wiejskiej odzieży, strojów regionalnych, dzieci prowadzonych za rękę, na pewno nie miejscowych turystów, którzy zapragnęli zobaczyć skarby kultury narodowej. To szczęśliwcy, którym udało się kupić bilety i zobaczyć wnętrza pałaców raczej w przeszłości dla nich niedostępne. A nie tylko okrążyć w pielgrzymim kręgu kora święte wzgórze Marpori kręcąc modlitewnymi młynkami i szepcząc mantry.

Czytaj dalej - strony: 1 2 3

Poczytaj więcej o okolicy:

 
Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij