Gorgany
W drodze ku górom

Dowiedzenie się od miejscowych, czy coś pojedzie czy nie, jest mało możliwe. Odniosłem wrażenie, że dla nich nasza potrzeba ustalenia na pewno takich detali jest nieco egzotyczna. „Marszrutki”, lub małe busy można po prostu wypatrzeć i wynająć.
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na FacebookuPolub ten wpis na FacebookuPolub wpis na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Andrzej Nowicki
Gorgany. W drodze ku górom
Ważną informacją dla polskiego turysty może być też to, że niezależnie od temperatury na zewnątrz (w dniu naszej podróży było 32 st. C) okna muszą być bezwzględnie zamknięte. Każdą nasza próba choćby uchylenia okna kończyła się jego natychmiastowym zamknięciem, nierzadko połączonym z wrogim spojrzeniem a nawet gniewnymi słowami.
To już 10 lat! Materiał został zamieszczony w naszym portalu ponad dekadę temu.
A świat się zmienia… Niektóre informacje praktyczne mogą okazać się nieaktualne!

Każdy kto kocha Bieszczady i choć raz był w dobrą pogodę na Tarnicy lub Haliczu, miał okazję zobaczyć na wschodzie panoramę gór ? niezmierzonych, dzikich, pociągających. Jeszcze do końca lat 80. ubiegłego wieku były to też góry niedostępne dla turysty z Polski.

Indywidualne wyjazdy w rejony zachodniej Ukrainy, będącej do 1939 roku w granicach II Rzeczpospolitej, wydawały się władzom Socjalistycznej Republiki Ukrainy niewłaściwe albo nawet podejrzane. A legenda pięknej huculskiej ziemi kusiła, zaś widok niekończących się gór skłaniały do marzeń, do tęsknoty, rzadziej planów. A jednak. Dziś każdy Polak może bez zaproszenia pojechać na Ukrainę i dotrzeć w urocze zakątki Wschodnich Bieszczadów, Czarnohory, Gorganów. To właśnie Gorgany ? dzikie, niedostępne, rzadko odwiedzane, stały się celem mojej wyprawy latem 2009 roku.

Aby je zobaczyć trzeba tam najpierw dotrzeć. Mając w pamięci liczne opowieści o jakości ukraińskich dróg, oraz dość powszechne przekonanie, że każdy pojazd choć trochę lepszy od Poloneza zostawiony przez właściciela na ukraińskiej ziemi zniknie bezpowrotnie, z samochodu zrezygnowałem na początku. Pozostawały trzy możliwości: samolot, autobus i pociąg. Do Lwowa można się dostać każdym z nich. Samolot, jak to samolot ? szybko, wygodnie, ale drogo. Autobus przeciwnie ? najtańszy, ale długo i bardzo niekomfortowo. Wygrał pociąg. Pospieszny z Wrocławia do Lwowa przez Kraków. Wagony tylko z miejscami do leżenia, bez restauracyjnego, za to wygodnie i ? to ważne ? pociąg dociera do Lwowa wcześnie rano.

Pozostawiając sobie zwiedzanie tego wspaniałego miasta na drogę powrotną postanowiliśmy ruszyć w góry. Optymalny wydał się najpierw pociąg do Iwano-Frankowska (Stanisławowa). Jedzie bardzo powoli, ale za to pewnie i planowo. Cena też nie jest wygórowana ? poniżej 30 hrywien (ok. 12 zł). Wagony typowo radzieckie ? dwie ławki z oparciami, które po rozłożeniu dają cztery miejsca leżące. O żadnym barze nie ma mowy, za to w każdym wagonie ? samowar. No może to zbyt szumna nazwa dla tego urządzenia ? skrzyżowania bojlera z parnikiem ? ale wrzątek do własnego naczynia jest.

Czytaj dalej - strony: 1 2 3

Poczytaj więcej o okolicy:

 

Komentarze: 2

    kajek, 21 lutego 2010 @ 12:40

    Jestem z tych, którzy właśnie tak stawali na Haliczu i spoglądali na niezmierzone pasmo gór na wschodzie, na świat zakazany. I… choć wiem, że w Gorganach najwięcej jest polskich turystów, że warto, że pięknie, ciągle nie mogę tam trafić. Oj, chciałoby się!

    wędrowiec, 21 lutego 2010 @ 18:41

    Jest nas takich więcej…

Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!