Husne
Stąd wyszliśmy na Pikuj

Pikuj czeka! Znaleźliśmy więc przy głównej drodze gospodarstwo na końcu wsi, w którym zostawiliśmy nasze auto, kwestię noclegu pozostawiając na później. Decyzja okazała się trafna...
Podoba Ci się ten tekst? Powiedz o tym innym na FacebookuPolub ten wpis na FacebookuPolub wpis na Facebooku
Sprawdź nasz Instagram
fot: Jacek Płonczyński
Husne. Stąd wyszliśmy na Pikuj
Najciekawszy jest tu cmentarz przy cerkwi w Husnem Wyżnym, na którym można zobaczyć nagrobki wykonane ze słupków granicznych zwiezionych z głównego grzbietu pasma Pikuja.

Dolina potoku Huśnik w Bieszczadach Wschodnich na Ukrainie leży bezpośrednio na południe od poprzedniej naszej bazy w dolinie Libuchory. Oddzielona jest od niej bocznym grzbietem schodzącym z Prypiru (1285 m n.p.m.), w górze wyraźnym, niżej silnie rozczłonkowanym.

Zapewne, gdybyśmy „zmusili” nasze prawie-terenowe auto do wysiłku, to którąś z polno-leśnych dróg, można by na skróty przejechać z Libuchory do Husnego. Jednak nie preferujemy leśnego of road, więc zrobiliśmy objazd dookoła. Nasza „przeprowadzka” w celu założenia nowej górskiej bazy w Husnem trwała krótko, do pokonania było zaledwie 25 kilometrów. Pierwsze dwanaście, to znana nam już dziurawa gruntowa droga w dół doliny Libuchory. Następne kilka kilometrów jedziemy na południe asfaltem, główną doliną w górę rzeki Stryj. Wkrótce odbijamy na południowy-zachód w bitą drogę, biegnącą boczną doliną w stronę wsi Husne.

Husne, tu będzie nasza baza

Wieś rozłożyła się na długości około 9 kilometrów. Podzielona jest na Husne Niżne i Husne Wyżne, w obu stoją drewniane greckokatolickie cerkwie o dachach z blachy, tej zwykłej, ocynkowanej, jeszcze nie „złotej”, jak w wielu miejscach na Ukrainie. W Husnem znajdziemy sporo starych, pięknych bojkowskich zagród, choć już nie jak dawniej, krytych strzechą, tylko ”nowoczesnym” eternitem. Ich dokładniejsze oglądanie i fotografowanie pozostawiliśmy na później, chcąc jak najszybciej wyruszyć w góry. Pogoda dopisywała, lecz już nie było tak krystalicznie pięknie, jak w dniu poprzednim. Priorytetem było znalezienie noclegu w Husnem Wyżnym, czyli możliwie blisko głównej grani, a przynajmniej dobrego miejsca na pozostawienie samochodu na czas wyjścia w góry.

Na mapie, którą dysponowaliśmy z towarzyszką górskich wędrówek, moją żoną Iwonką, zaznaczono powyżej wsi obiekt o nazwie „Turystyczna osada – Pikuj”. Trafiliśmy tam bez kłopotu, za znakami kierunkowymi ustawionymi przy głównej drodze. Leży on na końcu bocznej drogi, położony wśród kwiecistych łąk, z pięknym widokiem na wyniosły Pikuj. Całkiem ładny zespół budynków – jeden duży z czerwonej cegły oraz kilka mniejszych, drewnianych domków. Zapowiadał się więc dobry nocleg. Niestety! Wszystko zamknięte na głucho, a jest przecież druga połowa lipca, szczyt sezonu turystycznego, ale to u nas, w Polsce, nie tutaj… Cóż było robić – czas ucieka, Pikuj czeka! Znaleźliśmy więc przy głównej drodze gospodarstwo na końcu wsi, w którym zostawiliśmy nasze auto, kwestię noclegu pozostawiając na później.

Decyzja okazała się trafna

Gdy wracaliśmy z Pikuja już z daleka zabudowania zadziwiły nas turystycznym charakterem i bardzo schludnym wyglądem, dość nietypowym we wsiach tego rejonu. A widok biało-czerwonej flagi obok ukraińskiej na maszcie przed bramą wjazdową całkowicie nas zaskoczył. Wkrótce wszystko stało się jasne. Zeszliśmy do drugiej bazy turystycznej w Husnem Wyżnym, leżącej w głównym ciągu doliny. Nie dość, że była czynna, to na dodatek gospodarz okazał się bardzo miłym Ukraińcem z Tucholi, zaprzyjaźnionym z Polską i Polakami, którzy są jego częstymi gośćmi. Stąd nasza flaga.

Niebawem zaparkowaliśmy auto w „Agroturystyce Bojkowska Chata”, bo tak nazywa się ośrodek. Byliśmy jedynymi gośćmi w tym rozległym obiekcie, składającym się z kilku drewnianych budynków i domków noclegowych. Okala go ogrodzenie estetycznie ozdobione sprzętami i narzędziami, które udało się przenieść z wiejskich zagród. Gospodarz chętnie opowiadał o swoich kontaktach z turystami z Polski i o walorach okolicy. Okazało się, że oferuje nawet dowóz swoim samochodem wprost z przejścia granicznego. Zwiedziliśmy cały obszar ośrodka, znajdując na jego terenie basen wykuty we fliszowych utworach, z bardzo zimną wodą oraz zabudowanie ze specjalną „banią”, z bardzo gorącą wodą. Wieczorem następnego dnia mieliśmy okazję wypróbować kąpieli w bani, gdzie ukrop leje się do baseniku z wielkiego miedzianego kotła podgrzewanego żywym ogniem – istne piekło! Ale jakie przyjemne, po prostu sam miód na zmęczone po wycieczce mięśnie.

All inclusive pod Pikujem

Kolejną niespodzianką była możliwość zamówienia gorącej obiadokolacji, którą miała przygotować kucharka specjalnie dla nas sprowadzona ze wsi. No i jak tu nie poczuć się wyjątkowo! Po prostu all inclusive pod Pikujem! „Kucharka” okazała postawnym facetem, który przygotował nam smaczny obiad z dwóch dań plus kompot. Na ścianie jadalni wisiała makatka z ostrzeżeniem „Gorzałka + piwo = śmierć”, krytykującym nieprofesjonalny sposób spożycia alkoholu. Nie mieszaliśmy. W miłej atmosferze spędziliśmy tu dwie noce.

Poczytaj więcej o okolicy:

Dodaj komentarz
(Dozwolone typy plików: jpg, gif, png, maksymalny waga pliku: 4MB.)
(wymagany, niepublikowany)
Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!
Zamknij