Kolumbijska glina jest miękka, czerwona, człowiek zapada się w nią jak w ciasto. Do tego ostre przewyższenia i przejścia przez rzeki. Nic nie schnie, wszystko ciąży. Ale warto w pocie, deszczu, glinie i słońcu doczłapać do tarasów ludu Tayrona.
Kopiec Wandy stanowi wielką zagadkę archeologiczną i wciąż budzi sporo kontrowersji co do funkcji, jaką spełniał. Bierze się pod uwagę dwie możliwości. Albo był to kurhan pochówkowy, albo też miejsce kultowe. Albo i jedno, i drugie...
Po mieście Hariharalaja, pierwszej stolicy imperium Khmerów, zachowały się w niezłym stanie ruiny kamiennych świątyń. Najstarszy ich zespołu – Roulos – znajduje się w obecnym Parku Archeologicznym Angkor. Najważniejszą i największą jest świątynia Preah Ko – Świętego Byka.
Cerkiew w Orzeszkowie niedaleko Hajnówki przechodzi nawet nie remont, a transformację. Ma już nową wieżyczkę, nowy dach, nowy kolor. Wysłużony bladoniebieski zastępuje brązowy. A właściwie: jasny orzech. Aż trudno poznać, że to ta sama budowla…
W Villa Giulia znajdują się zbiory starożytności etruskich i greckich z epoki przedrzymskiej, wydobytych z nekropolii na terenie Etrurii właściwej, czyli na terenie pomiędzy rzekami Tybrem i Arno, Morzem Tyrreńskim i pasmem Apenin na wschodzie.
W Krakowie i jego najbliższej okolicy tradycja sypania kopców sięga najdawniejszych czasów. Ostatni z nich usypano zaledwie piętnaście lat temu. Każdy ma swoją historię. Spacerem od kopca do kopca zaczynamy cykl o krakowskich kopcach.
Wieś w całości ma drewnianą zabudowę. Wiele domów zdobią bogate dekoracje snycerskie: ozdobny szalunek na szczytach, podokienniki, nadokienniki, okiennice, wiatrownice i narożniki. Nie wszyscy letnicy potrafili uszanować niezwykłe dekoracje Krainy Otwartych Okiennic…
W Wat Po jest ponad 1000 posągów Buddy, ale turyści przychodzą tu zobaczyć ten jeden. Jest nim gigantyczny, pozłacany Leżący Budda. Ma on 46 m długości i 15 m wysokości. Wyobraża on Buddę w trakcie przechodzenia w stan nirwany.
Medyna – stara część miasta – okazuje się najciekawsza. Parokrotnie muszę jednak opędzać się od młodych chłopaków oferujących usługi przewodników „za jedyne 2 dolary”. Chcę zresztą zwiedzać samodzielnie. Wchodzę w uliczki, mijam szpital, meczety, tanie hoteliki, banki, hammam...
Na długo zapamiętam twarze mnichów nie wyrażające żadnych uczuć, tylko spokój i dyscyplinę. Czy wyglądałbym inaczej, powoli posuwając się ku skromnemu obiadowi – chochli ryżu z dodatkami, w szpalerze gapiących się i bez przerwy pstrykających gości…
