Przypuszcza się, że pierwsze drewniane "sklepy", cuchnące łojem, tłuszczem i starymi rybami powstały na początku XV wieku. Zostały niemal natychmiast nazwane przez zamieszkujących Poznań Niemców Schmuddelbuden – budami flejtuchów.
Dlatego też władze Poznania zdecydowały się osadzić tu przybyszów z odległej Frankonii – dziś jest to północna część niemieckiego landu Bawaria. Większość z nich pochodziła z najbliższych okolic miasta Bamberg – i stąd właśnie nazwa przybyszów.
Ladegast budował wyłącznie organy nieprzeciętne, które miały nie tylko towarzyszyć wiernym w mszach, ale też koncertować, tworzyć lokalne ośrodki muzyki organowej.
Nazywają się Lech, Czech i Rus. Wbrew legendzie nie pamiętają słynnych braci, choć noszą ich imiona. Mają zaledwie od 500 do 700 lat – bo tak wynika z badań dendrologicznych. Nazwy odwołujące się do legendarnych postaci nadano im w końcu XIX wieku.
Strażacy leją wodę do okrągłego basenu: gaszą ogień. Symbolizuje go podświetlony na czerwono wodotrysk. To ponoć jedyny taki pomnik w Polsce. Odsłonięto go na 35-lecie mieszczącego się właśnie w tym mieście muzeum pożarnictwa.
Przepychanie wozu i przepychanki z prawem, żandarmami i urzędnikami trwały pięć lat. Zmęczony Drzymała się poddał. Sprzedał swoją ziemię i kupił niewielkie gospodarstwo z istniejącymi już zabudowaniami w Cegielsku i tam zamieszkał z rodziną.
Obok studni przystanął posąg szczupłego młodego mnicha w benedyktyńskim habicie. To Bernard z Wąbrzeźna, który słynął z miłości dla bliźniego i współczucia wobec chorych. Jako człowiek świecki nazywał się Błażej Pęcherek. Dlaczego tu stoi?
Hrabia Edward Raczyński bywał w Zaniemyślu na wywczasach. Na wyspie pośrodku jeziora pobudował drewniany domek. Przyjmował tu gości, a dla rozrywki na jeziorze urządzał „bitwy morskie”, coś na kształt bardzo dziś modnych rekonstrukcji historycznych.
