Idziemy za znakami czarnymi, zgodnie z zaleceniami zimowymi. Znajdujemy coś w stylu węzła szlaków i chyba robimy błąd… Jest jakieś oznaczenie kierujące w drogę boczną, że niby na szlak zimowy, ale przecież wiemy, że zimowy to czarny… a w ogóle to chyba już wiosna…
Jedziemy szeroką ulicą z drogą dla rowerów. I motorowerów jadących 80 km na godzinę! Finlandia to dziwna kraj. Skręcamy do parku na wyspie – stare drewniane domki są zamieszkałe. Promenadą wjeżdżamy na centralny plac...
Wzdłuż drogi, co kilkaset metrów, mijamy kolejną stację Drogi Krzyżowej. Kamienne obeliski mają różne kształty. Spotykamy również stare kapliczki beskidzkie. Ponad granicą lasu, na zaśnieżonej polanie, wyłania się ciemny budynek schroniska...
Wchodzimy na dolny skraj niewielkiej Polany Strążysk. Od tego miejsca w górę, ku urwiskom Giewontu, wznosi się Hala Strążyska. Jej nazwa wywodzi się od słowa strąg, które oznacza zagrodę do dojenia owiec.
Do połowy XIX w. na polanie Stare Kościelisko istniało osiedle przemysłowe. Działał tu miniaturowy kompleks hutniczy – młyn do mielenia rudy, wielki piec i fryszerka. Były tu też chaty hutników i leśniczówk, po której zostały tylko lipy zasadzone ok.1820 r.
Dawni turyści wybierający się na Chomiak dojeżdżali najczęściej dorożkami z Jaremcza do doliny potoku Żeniec lub nieco dalej do doliny Prutca Jabłonickiego. My, ze względu na ograniczony czas oraz brak dorożek, wybraliśmy wersję najszybszą i najdroższą zarazem. Do początku szlaku na Chomiak dotarliśmy taksówką.
Bogata flora i fauna, interesujące widoki, łatwy dostęp, dobra baza turystyczna, czynią tą dolinę bardzo atrakcyjną. W głąb doliny, do Polany Huciska, można dotrzeć dwoma szlakami.
Dolina Małej Łąki była od wieków terenem pasterskim. Osiedle pasterskie składało się do 1968 r. z kilkunastu szałasów i szop, w których składano siano. Polana jest bezwodna, a potok płynący przez nią pojawia się okresowo.
W sercach Niemców legenda o Loreley wciąż żyje. Gdy statek zbliża się do skały, turyści w skupieniu słuchają smutnej pieśni Heinricha Heinego o Loreley, a niektórzy mają nawet łzy w oczach...
Za Moguncją „Vater Rhein” zaczyna wciskać się w malownicze Góry Łupkowe porośnięte winoroślą, a zza skał wynurzają się potężne zamczyska. Wypchane po brzegi barki i statki wycieczkowe wiozą turystów do bajkowej krainy: zamków i wina.
