Przez całe lato Dolina Vrátna zamknięta była dla turystów. Ogromnym nakładem sił i środków odbudowano już jednak drogę, uregulowano nurt potoku Vrátňanka. Władze ośrodka twierdzą, że na święta narciarze wyruszą na trasy pod Chlebem.
„Kornuty” to rezerwat geologiczny utworzony w 1953 roku. Zlokalizowany jest w przy grzbietowej części Magury Wątkowskiej. Przulega do terenu Magurskiego Parku Narodowego, który został wyznaczony w 1995 roku. Rezerwat nie został objęty przez MPN, tylko z nim graniczy.
Trasa ma 1722 metrów, różnica poziomów wynosi 130 metrów. Prowadzi z St. Moritz do sąsiedniej Celeriny. Przejazd trwa około 75 sekund, bobslej mknie ponad sto kilometrów na godzinę. Najszybsi rozpędzają się do 135 km/h. Pojechać może każdy, kto ukończył 18 lat.
Ta historia, nazywana zakładem Bradutta, powtarzana jest w rocznicowym roku bez końca. Uważa się ją za początek turystyki zimowej w Szwajcarii, w Alpach, na świecie. A jej bohater, hotelarz z St. Moritz sprawił, że miejscowość ta stała się pierwszym i do dziś chyba najbardziej znanym zimowym kurortem.
Z przełęczy wchodzimy w las szlakiem żółtym (w kierunku Krempnej ), który po kilkudziesięciu metrach doprowadza do pomnika na miejscu straceń. 7 lipca 1942 roku w tym miejscu hitlerowcy dokonali egzekucji 1250 Żydów przywiezionych z getta w Nowym Żmigrodzie.
To miejsce spoczynku ofiar I wojny światowej, poległych w latach 1914-1915. Pochowani są żołnierze armii Austro-Węgier i Rosji. Cmentarz znajdziemy w lasku ponad wsią Krempna, powyżej budynku dyrekcji Magurskiego Parku Narodowego.
Do Kudowy wjeżdżam wygodnie, od strony zdroju. Jedynie tutaj nie udało mi się załatwić rezerwacji wcześniej – widać największe obłożenie. W centrum zdroju zobaczyłem sanatorium...
Wzdłuż linii przebiegu Muru Berlińskiego, przez centrum miasta, na długości 16 kilometrów ustawiono 8 tysięcy baloników, świecących nocą. Wzdłuż tej linii przez trzy dni i noce wędrowali ludzie – berlińczycy, goście i turyści.
Święty cisowy gaj Wyczółkowskiego robi niesamowite wrażenie. Jest niepokojący, tajemniczy, dziwny, nawet złowrogi. Wszystko w nim jakby zastygło w oczekiwaniu na coś, co ma nadejść...
Przechodzę przez mostek na malutkiej tu jeszcze rzeczce Inn i ruszam szutrową ścieżką pod lasem, który dotyka tu wody – to Stazerwald (God da Staz). Skraj wielkiego kompleksu leśnego pokrywającego stoki masywu Bernina...
