Anna Ochremiak Artykułów: 626 ; Komentarzy: 212
Był taki rok, że miałam tylko dwa tygodnie urlopu. Spędziłam je w połowie w Paryżu, w połowie w Bieszczadach. I gdyby dana mi była tylko połowa tego czasu, wybrałabym Bieszczady. Bo tak.
Trochę świata już widziałam, ale ciągle poza zasięgiem pozostają dwa miejsca, które po prostu chciałabym zobaczyć: Ziemia Ognista i Spitsbergen. Może się jeszcze uda. Póki co z miasta uciekam do małej wsi w Beskidzie Niskim, do której elektryczność dotarła dopiero w 1974 roku, a na asfalt dała (niestety) dopiero Unia. Siadam sobie na przyzbie i patrzę, jak słońce wschodzi na wschodzie, zachodzi na zachodzie. I tak jest dobrze.
Jestem redaktorem tego oto Otwartego Przewodnika Krajoznawczego. Zapraszam wszystkich do czytania… i do pisania.
W tym sezonie na słowackie stoki będzie można? polecieć samolotem. 8 grudnia 2011 r. wystartują regularne połączenia lotnicze z Warszawy i Gdańska do Popradu. Samoloty będą latać z obu tych miast dwa razy w tygodniu – w czwartki i w niedziele.
Chyba zapomniałam dokładnie poczytać mapę zanim ruszyłam w pospieszną drogę ze Starej Lubowli do Kieżmarku. Dlatego uroda miasteczka zaskoczyła mnie, gdy już wjechałam na rynek. Gdzie ja jestem? Podoliniec! No tak, ale ze mnie gapa.
Zauroczył mnie szkic, bo nawet nie zdjęcie, w jednym z przewodników. Mała drewniana cerkiewka, prosta w kształcie, inna niż te, które oglądam często i po polskiej, i po słowackiej stronie Karpat. Archaiczna? Trochę. I dlatego pociągająca.
Veľká kalamita. Tak Słowacy nazywają huragan, który wymiótł całe połacie lasu po ich stronie Tatr i zahaczył też o Magurę Spiską. Porośnięty do tej pory gęsto drzewami grzbiet stał się jednym wielkim wiatrołomem. Odsłoniły się widoki.
Wieś ciągnie się kilometrami wzdłuż drogi prowadzącej nad potokiem. Dwa rzędy zabudowań, wśród nich wiele starych domów, odnowionych i zakonserwowanych zgodnie z tutejszą tradycją. W każdej zagrodzie pokoje do wynajęcia.
Vihorlat to góry szczególne. Nie są wcale wysokie, bo najwyższy szczyt ma zaledwie 1076 m. n.p.m. Ale ten tysiąc metrów wyrasta wprost z niziny Wschodniosłowackiej, która gdzieś tam, daleko, przechodzi w nizinę Węgierską.
Choć to nie pierwsza drewniana cerkiewka po słowackiej stronie tego dnia – zatrzymujemy się w progu w zaciekawieniu. Niewyszukana bryła tej drewnianej świątyni nie zapowiadała tak bogatego wnętrza. Błyszczą złocenia, mienią się kolory na świętych obrazach.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że cieśla zapatrzył się na smukłe i strzeliste wieże cerkwi marmaroskich i spróbował wznieść podobną w łemkowskiej świątyni? w proporcji jednak do pozostałych części i według lokalnej tradycji.
Radziecki czołg T-34, z czerwoną gwiazdą, całym sobą zgniata oznaczony czarno białym krzyżem czołg niemiecki. Pomnik niesamowity w swym przekazie, socrealistyczny ze szczętem, i w treści, i w formie.
Na skraju miasta stoi biały budynek w kształcie?miny przeciwczołgowej. Budynek mieści muzeum wojska i upamiętnia jedną z najkrwawszych bitew II wojny światowej, jaka miała miejsce w tym rejonie Europy – operację dukielską.

