Wszyscy czekamy na świt. Gdy ten nadchodzi, rozlegają się śpiewy i modlitwy w kilku językach: japoński miesza się z francuskim, polskim; słychać szczęk migawek aparatów fotograficznych. Kilkanaście minut później w kapliczce zaczyna się msza.
Sharm el-Sheikh ma ambicję, by stać się głównym kurortem półwyspu. Ale od innych miejscowości w regionie różni się tylko tym, że są tu drogie restauracje oraz kasyna. Warto więc wybrać hotel, w którym będziemy czuli się bezpiecznie.
Naczytałam się w przewodnikach, jak piękne jest ujście rzeki Massa do Atlantyku. To miejsce pełne zieleni i ptaków, tuż za rogatkami Agadiru. Z internetowych forów dowiedziałam się, że najpiękniejszy jest spacer plażą, najlepiej o świcie.
Rzeka dzieli miasto. Brzeg po stronie wschodniej należy do żywych, a tam, gdzie słońce zachodzi - do umarłych. Między brzegami kręcą się feluki – niewielkie łódki z ukośnie ściętym żaglem.
Zdecydowana większość w Sharm el-Sheikh to osoby nurkujące z fajką. To dobry sposób na zapoznanie się ze światem rafy, niewymagający kupowania drogiego wyposażenia ani też specjalistycznych kursów.
W rejs Nilem najprawdopodobniej wystartujemy z Hurghady. Zbiórka przed świtem, i w drogę. Trzeba zdążyć na czas na olbrzymi plac w miejscowości Safaga. Tu zbierają się wszystkie autokary jadące tego dnia do Luksoru i Asuanu.
Jeśli trzeba nam spokojnej enklawy dla turystów ze sprawną obsługą, czystymi chodnikami, kolorowymi kwiatkami o każdej porze roku – lepiej wybrać któryś z resortów poza centrum. Folklor nie będzie przeszkadzał...
