Nie wiem, jak to wygląda w szczycie sezonu, ale teraz jeździło się doskonale. Góra-dół, góra-dół: póki nogi nie zmiękną. Stok ładnie przygotowany, nie za twardo, nie za miękko. Kilkanaście osób na trasie, raczej w wieku nazywanym 55+. Jeżdżący dobrze.
Schodzę stokiem Stokłosicy. Czerwony szlak wyraźny ale zaspy, wiec nie przejdę. Podążam wzdłuż trasy narciarskiej. Nie przeszkadzam narciarzom, a zresztą... kije przecież mam i to dwa, a że „deski” zgubiłam... zdarza się.
Idziemy za znakami czarnymi, zgodnie z zaleceniami zimowymi. Znajdujemy coś w stylu węzła szlaków i chyba robimy błąd… Jest jakieś oznaczenie kierujące w drogę boczną, że niby na szlak zimowy, ale przecież wiemy, że zimowy to czarny… a w ogóle to chyba już wiosna…
Wzdłuż drogi, co kilkaset metrów, mijamy kolejną stację Drogi Krzyżowej. Kamienne obeliski mają różne kształty. Spotykamy również stare kapliczki beskidzkie. Ponad granicą lasu, na zaśnieżonej polanie, wyłania się ciemny budynek schroniska...
Oj, pani, jak śnieg spadnie, to już będzie – dowiedziałam się, gdy próbowałam dopytać o tegoroczne nowości (zresztą nic nowego się nie zdarzyło). I pewnie to prawda, ale nie sprzyja inwestycjom.
By dotrzeć na sama górę trzeba się przesiadać z wyciągu na wyciąg aż trzy lub cztery razy. To trwa, jednak nagrodą jest jeden z dwu najdłuższych zjazdów w Polsce – trasa o długości prawie 4,5 km i różnicy poziomów blisko 800 m.
Na czarnej, kamiennej płycie widnieje kilkanaście małych, białych sylwetek bombowców i jedna dużo większa, nieco jaśniejsza od cokołu. Napisy głoszą, że pomnik wystawiono ku pamięci lotników, którzy nieśli wolność.
Szczyrk ciągnie się w dolinie wzdłuż potoku Żylica i rozszerza się na przysiółki rozrzucone na zboczach gór. Tak samo porozrzucane są tutejsze stoki narciarskie. A jest ich niemało: 31 wyciągów obsługuje prawie 60 km tras.
