W Grodnie „swoją” ulicę ma ten zdeklasowany polski szlachcic, twórca CzeKa – pierwszy „czekista” bolszewickiego aparatu terroru. W Grodnie są też ulice: Lenina, Budionnego,Leninowskiego Komsomołu...
Statki to trochę pływające skanseny, stare, drewniane, rzeźbione w środku. Każdy dostaje dwuosobową kajutę z prywatną łazienką. Ja będę dzielić swoją ze starszą amerykanką, która pomimo siedemdziesiątki na karku podróżuje z plecakiem dookoła świata.
Kandy jest ruchliwym, handlowym miastem. Bardzo orientalnym, z oryginalną ceylońską architekturą, wśród której tylko od czasu do czasu, zwłaszcza w centrum, widzi się budowle pokolonialne nawiązujące do architektury europejskiej.
Białoruś rozwija bowiem ostatnio agroturystykę, w kraju działa już około 1350 gospodarstw. Tyle, że pojęcie „agroturystyka” rozumiane jest przez naszych wschodnich sąsiadów trochę inaczej niż w Polsce i Europie.
Mimo, że miasto znalazło się na elitarnej liście UNESCO, to nie do pomyślenia byłyby tu dyktat sądeckich pań konserwatorek zabytków, które nie godzą się nawet na turystyczne infokioski na sądeckim rynku...
Spacerując po praskim Starym Mieście mogliśmy zauważyć podstawową różnicę między nami i Czechami, która polega chyba właśnie na stosunku do historii – im historia nie ciąży, ona im co najwyżej zawadza.
Niektórzy twierdzą, że to pozostałość drawidyjskich religii, wchłonięta później przez hinduizm. Inni, że to kulturowy zawór bezpieczeństwa, który pozwala najniższym klasom w Indiach wyrazić swoje niezadowolenie.
Polski okręt znali wszyscy w Narwiku. O Gromie wie każde dziecko, zwłaszcza o epizodzie zestrzelenia celną artyleryjską salwą niemieckiej flagi ze swastyką wywieszonej przez Niemców na szczycie Fagernesfjelle.
Ruch panuje tu niemal taki, jak na ulicy Marszałkowskiej w Warszawie. Co chwila mijamy jakiś kilkupokładowy statek wycieczkowy, albo któraś z jednostek szybszych od naszego „Sapphira” wyprzedza go, lub on pozostawia słabszych w tyle.
Pani domu przyrządza smakołyki kuchni wietnamskiej. Do wyboru mamy dwa rodzaje ryby, wodorosty, kurczaka... Atmosfera w domu jest bardzo radosna, wprawdzie gospodarze nie mówią ani słowa po angielsku ale dzieci wszystko zgrabnie tłumaczą...
