Po stołecznym Katmandu najpopularniejsze wśród turystów miasto Nepalu. Tu, żeby zobaczyć fascynujący wschód słońca na Annapurnie, wystarczy tylko wejść przed świtem na dach hoteliku, w którym się nocuje – a jest ich bardzo wiele i są do tego przystosowane.
Przy wejściu do głównej sali modłów każdy częstowany jest – można jednak zrezygnować – symbolicznym posiłkiem karah: szczyptą ryżu lub innych ziaren z warzywami i przyprawami podawaną na liściu, które spożywa się idąc do miejsca pełniącego funkcję ołtarza.
Na obrzeżach cypryjskiego Pafos znajduje się niezwykle ciekawa pracownia, a ściślej całkiem spory zakład snycerski. Rzeźbi się tu w drewnie ikonostasy, wyposażenie i detale do cerkwi, trony biskupie, fotele dla dostojników cerkiewnych oraz detale świeckie.
Dwie krzyżujące się ulice, gliniane chatki na wysokość jednego piętra, wielkie bezpańskie psy grzejące się na słońcu, parę drzew, poza tym – zero roślinności. A gdzie palmy i lejące się ze skał wodospady, bo tak zawsze wyobrażałam sobie oazę na pustyni…
Zapłaciłyśmy za przejazd i wsiadłyśmy do jednego z busów, czekając na odjazd. Niestety, okazało się, że musimy przesiąść się do innego samochodu. Przyczyny nie podano, bo przecież w jakim języku mieliby nam to powiedzieć…?
Graganta del Diablo, to sieć metalowych kładek zawieszonych nad sercem wodospadu. Stoję frontem do spadających mas wody, co daje efekt, jakby ta woda miała mnie zaraz pochłonąć...
Wszyscy z około pięciu tysięcy mieszkańców Bornego Sulinowa przybyli tu nie wcześniej, niż napisano na kamieniu. Przybyli z różnych stron Polski: mają różne tradycje i obyczaje. Inaczej mówią, co innego gotują na niedzielny obiad, inaczej obchodzą święta. W przeszłości nie łączyło ich nic.
To co ma najlepszego do zaoferowania Chinatown, to bez wątpienia jedzenie. W tutejszych restauracjach można spróbować prawdziwych rarytasów kuchni państwa środka. Na niemal każdej ulicy rozstawione sa prowizoryczne restauracje, budki z przekąskami, małe bary oferujące przepyszne zupy.
Gruzja, jej wspaniałe zabytki, przepiękne krajobrazy, gościnni i życzliwi mieszkańcy, świetna kuchnia, wina, koniaki, nie mniej sławna czacza oraz wiele innych walorów zachęcających do przyjazdów do tego kraju, ma jednak różne oblicza. Także dosyć ponure.
Zanim człowiek Zachodu odkrył banalną prawdę, że nie dochodem PKB najskuteczniej można mierzyć zadowolenie mieszkańców, bhutański król zainicjował nową formę mierzenia potencjału narodowego – Indeks Szczęścia.
