Cezary Rudziński Artykułów: 1231

Cezary Rudziński

Podróżuję od… trzeciego tygodnia życia, czyli już baaardzo długo. Po prostu mama doszła do wniosku, że zdrowiej dla mnie będzie, jeżeli pierwsze (a później dwa następne) lato spędzę u jej przyjaciółki na wsi. Na tyle blisko od miasta, aby tata mógł przyjeżdżać nawet kilka razy w tygodniu. Potem były wyjazdy „na letniska”, kajakowe spływy z rodzicami Pilicą, zimowe ferie w górach i wizyty u dziadków we Lwowie. Nawet podczas wojny niezbyt dalekie podróże po okupacyjnym GG. Chociaż wówczas „podróżowałem” głównie oglądając atrakcje świata na znaczkach pocztowych. To filatelistyka zrodziła we mnie chęć podróżowania.

Po wojnie wyjeżdżałem na coraz liczniejsze wycieczki, rajdy i obozy: harcerskie, PTTK-owskie, studenckie oraz włóczęgi z przyjaciółmi w kraju i zagranicą. A w ostatnich latach także z wnuczką. W młodości „ostro” chodziłem po górach zaliczając chyba wszystkie, od Garłucha w dół, nie tylko tatrzańskie, liczące się szczyty po obu stronach polsko-czesko-słowackiej granicy. Osiągalne bez – bo mieszkając dosyć daleko od gór nie uległem pasji taternictwa – stosowania technik alpinistycznych, ale zdobywając Złotą G.O.T. W górach krymskich natomiast odznakę „Turist SSSR”.

Z czasem „liznąłem” również góry Kaukazu, Alpy, Apeniny, Himalaje, Andy – o mniej istotnych nie wspominając. I trochę wody. Pływałem po i we wszystkich oceanach, blisko 20 morzach, największych rzekach świata i kontynentów: Amazonce, Nilu, Mekongu, Wołdze, Dunaju, Dnieprze i wielu innych. Po wielkich jeziorach: Titicaca czy Karibu – łącznie pod blisko 50 różnymi banderami.

Jako dziennikarz, pilot wycieczek, a przede wszystkim podróżnik i turysta zjeździłem już, z nielicznymi wyjątkami, całą Europę i setki miejsc na czterech innych kontynentach. Mam, oczywiście, swoje ulubione kraje i miasta, do których wracam, lub jestem gotów wrócić przy każdej okazji: Budapeszt, Florencję – i co najmniej kilkanaście innych miast włoskich, podobnie jak hiszpańskich, Lwów, Kijów, Paryż, Pragę, Wiedeń, Wilno. A poza Europą Chiny, Indie, Indonezję, Nepal, Sri Lankę, Tybet, Tajlandię, Birmę i inne kraje tego regionu, Azję Środkową, Zakaukazie, Egipt i Bliski Wschód, RPA, Tunezję, Maroko, Meksyk czy Peru.

Są jednak i miejsca, do których ciągle nie mogę dotrzeć, chociaż wybieram się tam od dawna, a obok niektórych przejeżdżałem już w odległości kilkunastu – kilkudziesięciu kilometrów: Andora, Lichtenstein, Bhutan czy kraje Ameryki Środkowej. Podczas każdej podróży sporo fotografuję – w archiwum mam tysiące zdjęć, w tym większość jeszcze nie publikowanych.

A po powrocie – lub w trakcie pobytu zagranicą – piszę reportaże i relacje. Nie licząc artykułów na inne tematy, głównie społeczne, gospodarcze czy historyczne. Przy czym o turystyce i wypoczynku już… ponad 60 lat. Także w książkach i broszurach. Nie bez – dodam nieskromnie – sukcesów: ponad 70 medali, statuetek, nagród i innych wyróżnień za twórczość dziennikarską i autorską. Tego co już opublikowałem zebrało się też sporo… tysięcy pozycji. Więcej o mnie przeczytać można w Leksykonie Polskiego Dziennikarstwa, International authors and writers who’s who (Cambridge), Who is Who w Polsce 2011, 2012, 2013 i paru innych źródłach.

Artykuły:

W wołyńskim Łukowie zachowały się dwie zabytkowe świątynie, z których jedna jest nadal zrujnowana, chociaż już odbudowywana. Sporo też domów mieszkalnych w różnym stanie. Obie świątynie stoją naprzeciw siebie, po dwu stronach drogi.

Przed wjazdem do Szacka drogowskaz kieruje nas najpierw do miejscowości Świteź. Położona jest nad jeziorem z brzegami dosyć szczelnie zabudowanymi wiejskimi chałupami, ośrodkami wypoczynkowymi, hotelikami i bungalowami.

Potencjalni turyści nie wiedzą, co na współczesnym Wołyniu jest do zobaczenia i przeżycia, bo niewiele jest na ten temat publikacji w języku polskim. Liczne dotyczą tylko naszej martyrologii. Przewodników brak, przynajmniej ja na nie nie trafiłem....

Tego zespołu 15 złotych kopuł o idealnym kształcie cebul, nie widać z żadnej ulicy. Sobór św. Mikołaja Cudotwórcy rzadko jest odwiedzany przez turystów, bo oni po prostu nie wiedzą o ich istnieniu...

Na trasie skróconej jest 10 pomieszczeń, na pełnej dodatkowo jeszcze 13. Zwiedzanie zaczynamy od kaplicy Podwyższenia Krzyża Świętego, z wystrojem z połowy XVII w.

Wielki pożar od pioruna, całkowicie zniszczył w 1526 roku drewniane miasto i zamek. Po raz ostatni zamek przebudowano w latach 1909-13 po kierownictwem architekta Dušana Jurkoviča.

Klucz znajduje się w pobliskim centrum informacji w rynku, a jedna z jego pracownic umożliwia zwiedzanie świątyni. Szkoda, że nie ma na ten temat żadnej informacji na drzwiach, czy w otwartej kruchcie...

Prawa miejskie Czerwińsk zyskał już w 1373 r. Odebrały mu je w ramach represji po Powstaniu Styczniowym 1863 r., władze carskie w 1870 r. Teraz znów niewielka miejscowość mieni się miastem.

Katedra jest dominantą wzgórza. Oprócz niedostępnego dla zwiedzających pałacu biskupiego, są na nim także inne budynki oraz średniowieczne mury obronne, przejścia i bramy...

W Państwie Wielkomorawskim Nitra była, od około roku 846 do 907, głównym grodem terytorium nazywanego „Księstwem Nitrzańskim”. Samodzielnym, ale nie suwerennym, bardzo ważnym w Wielkich Morawach.

Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!