Cezary Rudziński Artykułów: 1229

Cezary Rudziński

Podróżuję od… trzeciego tygodnia życia, czyli już baaardzo długo. Po prostu mama doszła do wniosku, że zdrowiej dla mnie będzie, jeżeli pierwsze (a później dwa następne) lato spędzę u jej przyjaciółki na wsi. Na tyle blisko od miasta, aby tata mógł przyjeżdżać nawet kilka razy w tygodniu. Potem były wyjazdy „na letniska”, kajakowe spływy z rodzicami Pilicą, zimowe ferie w górach i wizyty u dziadków we Lwowie. Nawet podczas wojny niezbyt dalekie podróże po okupacyjnym GG. Chociaż wówczas „podróżowałem” głównie oglądając atrakcje świata na znaczkach pocztowych. To filatelistyka zrodziła we mnie chęć podróżowania.

Po wojnie wyjeżdżałem na coraz liczniejsze wycieczki, rajdy i obozy: harcerskie, PTTK-owskie, studenckie oraz włóczęgi z przyjaciółmi w kraju i zagranicą. A w ostatnich latach także z wnuczką. W młodości „ostro” chodziłem po górach zaliczając chyba wszystkie, od Garłucha w dół, nie tylko tatrzańskie, liczące się szczyty po obu stronach polsko-czesko-słowackiej granicy. Osiągalne bez – bo mieszkając dosyć daleko od gór nie uległem pasji taternictwa – stosowania technik alpinistycznych, ale zdobywając Złotą G.O.T. W górach krymskich natomiast odznakę „Turist SSSR”.

Z czasem „liznąłem” również góry Kaukazu, Alpy, Apeniny, Himalaje, Andy – o mniej istotnych nie wspominając. I trochę wody. Pływałem po i we wszystkich oceanach, blisko 20 morzach, największych rzekach świata i kontynentów: Amazonce, Nilu, Mekongu, Wołdze, Dunaju, Dnieprze i wielu innych. Po wielkich jeziorach: Titicaca czy Karibu – łącznie pod blisko 50 różnymi banderami.

Jako dziennikarz, pilot wycieczek, a przede wszystkim podróżnik i turysta zjeździłem już, z nielicznymi wyjątkami, całą Europę i setki miejsc na czterech innych kontynentach. Mam, oczywiście, swoje ulubione kraje i miasta, do których wracam, lub jestem gotów wrócić przy każdej okazji: Budapeszt, Florencję – i co najmniej kilkanaście innych miast włoskich, podobnie jak hiszpańskich, Lwów, Kijów, Paryż, Pragę, Wiedeń, Wilno. A poza Europą Chiny, Indie, Indonezję, Nepal, Sri Lankę, Tybet, Tajlandię, Birmę i inne kraje tego regionu, Azję Środkową, Zakaukazie, Egipt i Bliski Wschód, RPA, Tunezję, Maroko, Meksyk czy Peru.

Są jednak i miejsca, do których ciągle nie mogę dotrzeć, chociaż wybieram się tam od dawna, a obok niektórych przejeżdżałem już w odległości kilkunastu – kilkudziesięciu kilometrów: Andora, Lichtenstein, Bhutan czy kraje Ameryki Środkowej. Podczas każdej podróży sporo fotografuję – w archiwum mam tysiące zdjęć, w tym większość jeszcze nie publikowanych.

A po powrocie – lub w trakcie pobytu zagranicą – piszę reportaże i relacje. Nie licząc artykułów na inne tematy, głównie społeczne, gospodarcze czy historyczne. Przy czym o turystyce i wypoczynku już… ponad 60 lat. Także w książkach i broszurach. Nie bez – dodam nieskromnie – sukcesów: ponad 70 medali, statuetek, nagród i innych wyróżnień za twórczość dziennikarską i autorską. Tego co już opublikowałem zebrało się też sporo… tysięcy pozycji. Więcej o mnie przeczytać można w Leksykonie Polskiego Dziennikarstwa, International authors and writers who’s who (Cambridge), Who is Who w Polsce 2011, 2012, 2013 i paru innych źródłach.

Artykuły:

Jakie zmiany czekają tę wspaniałą budowlę, jeden ze skarbów dziedzictwa ludzkości, na razie nie wiadomo. Decyzja Erdoğana wzbudziła już protesty na świecie. Pod znakiem zapytania stoi dostępność tego zabytku dla turystów.

Ośrodek dostępny jest kilkoma oznakowanymi trasami turystycznymi zarówno ze strony słowackiej, jak i polskiej. Jest zarazem największym i najpopularniejszym w tej części kraju naszych południowych sąsiadów.

Ksiądz prowadzi do zakrystii, w której są stare meble, a na ścianach wiszą obrazy, wmurowane jest kamienne epitafium. Sprowadza nas do katakumb rozciągających się pod całym kościołem...

Do Sieciechowa nad Wisłą benedyktyni przybyli z klasztoru św. Idziego w mieście Saint-Gilles w Prowansji, na południu Francji. Zaprosił ich palatyn księcia Władysława Hermana, Sieciech, który miał gród nad Wisłą i ogromne ambicje.

Większość dawnych mieszkańców, a także ich materialne ślady pochłonął w latach II wojny światowej Holokaust. Tak dalece, że do tej pory miasto nie zdołało odtworzyć nawet połowy jego przedwojennej liczby ludności.

W kościele ochrzczono pisarza, tu jego ślub brali rodzice, w kryptach pozostały rodzinne groby. Na skraju wsi natomiast znajduje się Kopiec Sienkiewicza, usypany w latach 1932-38 przez społeczeństwo.

Muzeum powstało w ramach przygotowań do obchodów 120. rocznicy urodzin i 50. śmierci pisarza. A przyszedł on na świat w oficynie dworu w niewielkiej wsi Wola Okrzejska, na styku Podlasia, Lubelszczyzny i Mazowsza.

Opuszczony i niszczejący dwór z pozostałymi obiektami folwarcznymi w 2004 r. kupiła prywatna osoba, a od 2008 r. dzierżawiony jest on przez spółkę Trojanów. Po odbudowie, przebudowie i wyposażeniu działa w nim hotel.

W wołyńskim Łukowie zachowały się dwie zabytkowe świątynie, z których jedna jest nadal zrujnowana, chociaż już odbudowywana. Sporo też domów mieszkalnych w różnym stanie. Obie świątynie stoją naprzeciw siebie, po dwu stronach drogi.

Przed wjazdem do Szacka drogowskaz kieruje nas najpierw do miejscowości Świteź. Położona jest nad jeziorem z brzegami dosyć szczelnie zabudowanymi wiejskimi chałupami, ośrodkami wypoczynkowymi, hotelikami i bungalowami.

Wszystkie materiały zamieszczone na naszym portalu chronione są prawem autorskim. Możesz skopiować je na własny użytek.
Jeśli chcesz rozpowszechniać je dla zysku bez zgody redakcji i autora – szukaj adwokata!