Woda w Beszeniowej wypływa z głębokości 1987 m. Temperatura pierwotna wynosi 60 st.C więc jest schładzana na potrzeby kąpieliska do temperatury 24-39 stopni. Zawiera sporo litu, który pomaga pozbyć się stresu.
Trasa jest szeroka, a jej brzegi w trudniejszych miejscach i na zakrętach są zabezpieczone bandami. Wygląda to niezbyt pięknie, ale jest bezpiecznie. Trasa jest najdłuższym w pełni naśnieżanym stokiem na Słowacji.
Znajdziemy tu 6 wyciągów od długości od 620 do 300 m i siedem tras zjazdowych o łącznej długości trzech kilometrów. Usytuowanie w głębokiej dolinie sprawia, że panuje tu specyficzny mikroklimat i śnieg trzyma się dość długo.
Po słowackiej stronie Tatr jest więcej szlaków turystycznych, schroniska są położone wyżej. Odległości międzynimi są na tyle małe, że poszczególne odcinki pokonamy spokojnym tempem, zatrzymując się na sesje zdjęciowe.
Kompletem do hotelu jest zupełnie atrakcyjny ośrodek narciarski. Dwuosobowy wyciąg krzesełkowy, taki mocno już z poprzedniej epoki, na Magurkę ma 1350 m długości a różnica poziomów wynosi 500 metrów. Stromo.
Błyszczący blaszany pomnik zbójnika straszy na wzgórku u wylotu doliny, a regionalnym muzeum można zobaczyć jego zbójnicki pas i czapkę. Janosik jest w herbie miasteczka, jego imieniem zbójnika nazwano też wąwozy u stóp Rozsutca.
W sumie znajdziemy tu blisko 5 km nieźle utrzymanych tras, a możliwości wytyczania własnych dróg na odkrytych przestrzeniach – znacznie więcej. Pomysłów wystarczy na cały dzień, a za każdym razem innym wariantem.
To drugie takie rozwiązanie na Słowacji. Pierwszy telemix powstał w Oščadnicy, pod Wielką Raczą. Na jednej linie chodzą tu sześcioosobowa ławka, a co pewien czas podjeżdża ośmioosobowa gondola. Mogą z niej korzystać i piesi, i narciarze.
Kościół, poczta, kilkanaście zwykłych, starych, nawet niebrzydkich domów. I tyle miejscowości, założonej około 1700 roku. Reszta to współczesność – kręci się wokół nart. Centrum narciarskie znajduje właściwie w środku miejscowości.
Gondolką szybko pomkniemy do góry, ale rozczarują się ci którzy spodziewają się długiego, przyjemnego zjazdu do dna doliny. Choć na mapach poprowadzono trasę pod słupami gondolki, nie polecam tego eksperymentu.
