Kilka lat temu te dwa ośrodki się połączyły i teraz można jeździć na wszystkich stokach z jednym karnetem. Poczatkujący wybiorą słoneczne stoki Bachledowej, ambitni strome zjazdy w Jezersku.
Poniemiecki kurort nad Bałtykiem, kiedyś Rauschen, zachował wiele ze swojego dawnego charakteru, a na każdym kroku widać dbałość o estetykę, ład i porządek, tak jakby – na przekór historii – przetrwały na tym skrawku ziemi.
Stok zwrócony jest na południe: jest tu sporo, słońca a do tego cały czas bardzo piękny widok na Niżne Tatry. W ostatnich latach ośrodek bardzo się doinwestował, pobudowano kolejki krzesełkowe, poprawiono naśnieżanie i organizację na trasach.
Już wyłania się dach schroniska – rif. Coldai – a nad nim przytłaczające, ale jakże piękne turnie Civetty. To wschodnia ich strona. Wyraźne ścieżki odchodzą tu w różnych kierunkach.
Ścieżka dydaktyczna o długości niespełna kilometra, prowadzi nas w las, do wygrodzonego w nim fragmentu terenu. To właśnie Tańczący Las (Танцующий лес) – miejsce, gdzie większość drzew jest powykręcana w przedziwny sposób.
Nawet teraz, we mgle, mżawce i wietrze, ruchome góry piasku na rosyjskiej części mierzei wyglądały wcale nie mniej ciekawie, niż oglądane przeze mnie kiedyś w pełnym letnim słońcu, wydmy po litewskiej stronie.
Już widać duża polanę a przy niej ogromne skały. To Brama Krakowska. Nazwa jej wywodzi się od szlaku handlowego, który miał tędy przechodzić do Krakowa. Z polany jest fantastyczny widok na grupy skalne po drugiej stronie potoku.
W klasztorze-pensjonacie sióstr nazaretanek w Komańczy, dokładnie przez rok, od 29 października 1955 roku do 28 października 1956 roku internowany był Prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński. Można zwiedzić izbę jego pamięci.
Do tej pory nie ma odpowiedzi, czemu służyć miał ten eksperyment… W jakim celu drzewka miały rosnąć nienaturalnie. O tym, że był to eksperyment, świadczy fakt, iż te kilkadziesiąt sosen tworzy doświadczalną szkółkę.
Kamienie mają tu ludzie, którzy urodzili się we wsiach Gór Bukowskich, którzy tu żyli, a nawet tacy, którzy byli tu tylko przejazdem. Ale każdy z nich – przeczytałam na tablicy informacyjnej – zostawił w tych górach cząstkę siebie.
