Lipa, pod którą podpisano haniebny traktat ma się dobrze, jest bardzo zielona, choć jej główny pień został już amputowany, a konary boczne wsparto kamiennym murem. Jej pień jest bardzo mocno powykręcany.
Wśród niepozbawionego walorów przyrodniczych i kulturowych regionu, największą atrakcją są wycieczki po kanałach organizowane w płaskodennych łodziach wprawianych w ruch za pomocą długich tyczek.
Zachodnią pierzeję rynku zajmuje ratusz. To ładny biały budynek ze smukłą wieżą i arkadowymi podcieniami. Budynek jest repliką siedziby starosądeckich władz, której budowę zaczęto na początku XIX wieku. Po pożarze nigdy budowli nie dokończono.
Oba tarasy widokowe, Kohtu i Patkuli, mają w przewodniku Michelina maksymalną liczbę gwiazdek. Jak najbardziej zasłużenie. Widoki są bowiem przepiękne, na różne strony panoramy starówki, baszty i wieże kościelne oraz kryte dachówką domy.
Zamek został zniszczony podczas powstania Chmielnickiego w 1648 roku. Nie odbudowano jej już i powoli popadała w ruinę, z czasem stając się rezerwuarem budulca dla mieszkańców miasta.
Pierzeje placu Ratuszowego wytyczone niezupełnie zgodnie ze stronami świata zajmują dawne domy mieszczańskie z XV-XVII wieków. Ale także kościoły i klasztory oraz inne zabytkowe gmachy. Najbardziej jednolite są jednopiętrowe domy na pierzei północnej.
Pierwsza wzmianka o istnieniu cerkwi św. Onufrego zawarta jest w dokumencie Kazimierza Wielkiego z 1367 roku. Cerkiew była wielokrotnie niszczona przez najazdy. Pełniła funkcję obronną. Całość otaczał mur ze strzelnicami.
Wysoka wieża, zanim wybudowano wspomnianą latarnię w sąsiedniej wsi Gąski, stanowiła punkt orientacyjny dla żeglujących na Bałtyku. Wieś leży bowiem zaledwie trzy kilometry od brzegu morza.
W piwnicach jest kawiarnia a na piętrze sala balowa i małe salki konsumpcyjne. W sali balowej umieszczono portret Ignacego Krasickiego. Pałac można oglądać, a po parku pospacerować.
Dokładniejsze obejrzenie miasta odkładam na dzień następny, przy dziennym świetle. Tymczasem oglądam je w półmroku. Im wchodzę wyżej, tym spotykam mniej przechodniów, aż wspinam się zupełnie sam...
