Taką nowinę opowiedziała nam wolontariuszka oprowadzająca po muzeum: Chrystus zmartwychwstał w sobotę! Próbowałam oponować, a ta mnie utwierdzała w nowej wiedzy, że w Popayan Zmartwychwstanie celebruje się w sobotni wieczór...
Wejście bez broni, nie ma burd, samotni faceci wstępu nie mają. Jednakże samotna kobieta nie będzie poproszona do tańca przez innego faceta – bo ten przyszedł w towarzystwie. Proste.
Ani śladu informacji o ścieżce dydaktycznej, kierunku zwiedzania, ciekawostkach. Nic nie zachęca, by ruszyć na spacer piaszczystą drogą przez las. Chyba że ktoś wie, że warto.
Tutejsze wzgórza zbudowane są z wapieni jurajskich. Wzniesienia nazywane były Górą Lasoty już od XIV wieku. Składają się z dwóch wzgórz. Na jednym jest Kopiec Krakusa, a na drugim kościółek św. Benedykta.
Ludzie sprawiają, że chce się tu wracać. Ludzie czynią ten kraj jeszcze bardziej wyjątkowym. Złe doświadczenia się zdarzają,ale słuchając rad i ostrzeżeń, jakich udzielają sami Kolumbijczycy, uda się przejechać bez turbulencji.
We współczesnym Jarosławcu jest kilka większych domów wczasowych, trochę mniejszych. W sumie kilka ulic z główną, pełniącą rolę „centrum” wzdłuż morza, ale trochę od niego odsuniętą na wysokim klifie. Ze sklepami i lokalami gastronomicznymi.
Indianie Kogi uważani są za potomków Tayrona. Mieszkają w okalającej Ciudad Perdida selwie, są brani jako przykład zachowania tradycji dawnych ludów. Mimo że są gospodarzami okolicy, widuje się ich sporadycznie.
Droga, po wiosennych deszczach, nie zaprasza do spaceru. Przy niej czerwona tablica, z napisem „rezerwat przyrody”. Model z czasu zakładania rezerwatu. Wcale nie wiadomo, że tu był Morysin. Żadnej informacji, drogowskazu. Szkoda.
Po sobotniej zabawie Cartagena śpi. Ranek zaczyna sie dla nich około południa małym naparstkiem kawy. Uwielbiam Kolumbijczyków, nawet lubię tutejszych obnośnych sprzedawców… Biedny turysta musi rano wstać, nikt inny nie przejmuje ze czasem.
Na prawym brzegu są dziesiątki parków, w tym dwa rozległe ogrody botaniczne. Na obszarze miasta znajduje się nawet Puszcza Wodica, region sanatoryjno-wypoczynkowy, do której jeździ się… tramwajem.
