W ekspozycji muzealnej nie brak odniesień do legend. W jednej z sal słodkich eksponatów pilnuje kukła Baby Jagi. W szklanych gablotach wystawiono niezliczone chatki z pierników, a także różnorodne w kształtach, bogato zdobione lukrem smakołyki.
Oglądanie ekspozycji (spokojnie można je zamknąć w godzinie) uzupełnia półgodzinny film opowiadający o życiu artysty. Ciekawy. Podobała mi się też opowieść pani przewodnik, osoby z ogromną wiedzą, pasjonatki twórczości Alfonsa Muchy. Oby takich przewodników jak najwięcej!
Na skalę niemal przemysłową zaczęto kopać piasek w Nagórzycach w II połowie XIX wieku, kiedy to szybko zaczął rozwijać się przemysł, w tym szklarski. Okazało się że tutejsze złoża są doskonałej jakości...
Pierwsza wzmianka o tych twarożkach pochodzi z XV wieku. I od tamtego czasu stanowią one ważną część narodowej kuchni. Jest to naturalny miękki ser dojrzewający pod warstwą mazi, z niepowtarzalnym delikatnie pikantnym smakiem.
To rzeczywiście manufaktura, większość czynności wykonuje się tu ręcznie. Maszynowo, ale nie bez udziału ludzi, toczy się tylko ogólne kształty poszczególnych elementów. Potem – składanie, malowanie, pakowanie – wszystko dzieje się krok po kroku...
Rzecz ciekawa, że przy Placu Górnym nie ma żadnego kościoła ani kaplicy. Dopiero w pewnej odległości stoi kilka zabytkowych budowli sakralnych. Kilkadziesiąt metrów na północ jest późnogotycki kościół św. Maurycego...
Uczestniczyłam w piekarskich warsztatach w piekarni Wipplerów. To rodzinna firma z tradycją – w 210 roku obchodziła stulecie istnienia. Przetrwała i zniszczenie Drezna przez naloty alianckie i próby upaństwawiania wszystkiego w czasach NRD.
Naprawdę jest co oglądać, a przy okazji także poczynić świąteczne zakupy – zarówno dla ducha jak i dla ciała. Ładne, drewniane kramy ciągną się na międzymurzu od Placu Zamkowego po Wąski Dunaj.
Na rynku ustawia się miśnieński, nieduży jarmark adwentowy (Weihnachtsmark). Tak jak w większości małych miast ma charakter kameralny i nabiera tego wyjątkowego kolorytu szczególnie po zmierzchu, gdy tonie w iluminacjach i podświetlonych fasadach.
Dochodzę do Bereśnika (843 m n.p.m.). Niewiele się tu zmieniło od mojej ostatniej wizyty opisanej w artykule Jakie znaki takie szlaki. Znaki nadal połamane, podrapane, drzewa pokaleczone? No bo to Beskid Sądecki...
