Wśród mieszanego lasu rozrzuconych jest kilkanaście skalnych ostańców piaskowca. Ten rodzaj skały, od pobliskiego miasteczka przybrał nazwę ciężkowickiego. Dlaczego miasto skamieniało? Legend jest kilka, ale wszystkie mówią jedno: to kara za grzechy jego mieszkańców.
Z Wierch Porońca jest najdogodniejsze dojście na Rusinową Polanę. Droga jest przygotowana nawet dla potrzeb osób niepełnosprawnych. Od samego początku towarzyszą nam panoramy Tatr Bielskich i Wysokich, a z Rusinowej Polany jest najpiękniejszy widok na Tatry.
Cieńków nie jest ośrodkiem potężnym. Dwie nitki tysiącmetrowego orczyka, dwie czerwone trasy przy wyciągu i jedna o połowę dłuższa przez las… Wszystko. Jednak traski ładnie wyprofilowane, spokojne, wypoczynkowe: bez szaleństwa, ale i nie nudno.
Jamna to miejsce historyczne, pamiętające pacyfikację wsi we wrześniu 1944 roku i bitwę stoczoną tu przez Armię Krajową. Dramat ten upamiętniają obelisk na wzgórzu, kaplica męczeństwa i tablica pamiątkowa w bacówce.
W oknach kamieniczek odbija się słońce, ktoś podchodzi do dzwonu dotyka go, obchodzi dookoła. Miejsce magiczne, tajemnicze… Na pewno. Jest przecież Kanonia częścią dawnego cmentarza, założonego razem z parafią św. Jana.
Nie jest to najpiękniejsza z dolin tatrzańskich, bo ciekawych widoków w jej początku nie znajdziemy. Ma za to inne walory. Dolina Suchej Wody to wygodny zimowy szlak dojściowy do schroniska Murowaniec na Hali Gąsienicowej.
Na sam szczyt Soszowa (886 m n.p.m.) wyciągnie nas podwójny orczyk, 600-metrowy, dość płaski. Warto jednak się tam wybrać, bo z podszczytowej polany roztacza się bardzo ładny widok na pasma Beskidów Śląskiego i Żywieckiego.
W skałach zauważymy szereg spękań i warstw skalnych, które układają się poziomo jedna na drugiej. Od tych spękań i szczelin Szczeliniec otrzymał nazwę. Dawniej nazywano go Spękanym Wierchem, co też odpowiada jego wyglądowi.
Doliną Rybiego Potoku do Morskiego Oka chodzi wielu turystów. Wielu też wyjeżdża powozami konnymi. Ostatnio miałam wyjątkowe szczęście… Morskie Oko odwiedziło tego dnia zaledwie kilkadziesiąt osób…
Widoczność prawie zerowa, wszystko pod ciężkimi śniegowymi chmurami. Pozostało mi zwiedzanie przydrożnych karczm. Oj, narosło tego. Ostatni raz szłam tą trasą kilkanaście lat temu. Trudno rozpoznać drogę...
