Legendę o śmierci Brunona na brzegu jeziora Niegocin rozpropagował miejscowy pastor Ernst Trincker. Prawdopodobnie to on namówił parafian do ufundowania żeliwnego krzyża, który stanął na wzgórzu
Źródło otoczono kamiennymi blokami i ogrodzono żelaznym płotkiem. Wsłuchując się i patrząc w tę sadzawkę widzimy i słyszymy „bełkot” wody. To pęcherzyki gazu ziemnego wydobywające się z wnętrza dają takie odgłosy.
Dawna wieża ciśnień jest własnością prywatną. Pięknie wyremontowana, mieści dwupoziomową kawiarnię z przeszkloną salą oraz tarasem widokowym. Na niższych poziomach znajduje się niewielkie muzeum.
Wiatr chce urwać głowę, ale tu zawsze tak jest. Mimo to dłużej tu siedzę. Dookolna panorama jest świetna. Cergowa w całej swojej krasie, wzniesienia nad uzdrowiskami, Pogórze, Doły Jasielsko-Sanockie...
Wspinam się ścieżką wzdłuż stacji Drogi Krzyżowej. Kapliczki są dość zaniedbane, murowane z cegły i osadzone na kamiennych cokołach. We wnękach znajdują się płaskorzeźby ze scenami Męki Pańskiej.
Niezwykle cennym i najstarszym obrazem jest ten z pierwszej połowy XVI wieku przedstawiający Matkę Boską z Dzieciątkiem. Został namalowany temperą na desce. To pozostałość późnogotyckiego tryptyku.
Stanowiąca granicę między Mazowszem a Podlasiem rzeka na razie jest wąska, ma zaledwie kilka metrów, dość silnie meandruje. Płynie się niezbyt szybko, bo trzeba uważać na zakrętach...
Już po około czterech kilometrach nagle się przeluźniło, jakbyśmy wpłynęli na inna rzekę. Ale nie. To bar przy ośrodku wczasowym w przysiółku Biała Góra odfiltrował znaczną część towarzystwa...
Woda z zamkowej studni uchodziła za leczniczą. A że wielcy mistrzowie i ich wysocy urzędnicy zamieszkali w Malborku cierpieli na kamienie nerkowe (za sprawą niezdrowej wody), kurowali się tutejszą.
Znaczna część wspólnoty – w wyniku prześladowań – opuściła ojczyznę w 1555 roku i szukała miejsca w całej Europie. W Polsce osiedlali się między innymi na Żuławach i w Dolinie Dolnej Wisły. Nazywano ich Olędrami.
